Amazon właśnie wprowadził możliwość kupowania e-booków na iPhone’a przez aplikację Kindle. Obok także niedawno wprowadzonego do sprzedaży przez Kolportera czytnika eClicto, to pierwsze jaskółki umasowienia technologii książek elektronicznych na polskim rynku. Jak więc wygląda Kidle na iPhone?
Po uruchomieniu aplikacji klikam na ikonkę »Get books« (czyli »Pozyskaj książki«). Aplikacja Kindle zostaje zamknięta i uruchamia się Safari, przeglądarka internetowa. Cóż, taka uroda iPhone’a, który nie ma multitaskingu. Loguję się na swoje konto na Amazonie. W okienko »Search the Kindle Store« (»Przeszukaj sklep«) wpisuję słowo kluczowe »typography«. Zostają wyświetlone wyniki przeszukiwania, jest kilka książek o typografii, ale raczej bez rewelacji. Z ciekawszych rzeczy: »Glossary of Typesetting Terms« Richarda Eckersleya, ale tę książkę mam w postaci papierowej. Postanawiam kupić »Typograhic Milestones« Allana Haleya, opisującą sylwetki osiemnastu największych typografów. Spoglądam na cenę i przeżywam lekki szok: $41,42. Wchodzę do Amazona z papierowymi książkami i szok pogłębia się, cena wersji tradycyjnej to $37,80. Książka elektroniczna jest droższa od papierowej! Sprawdzam inną książkę, »The Grid: A modular System...« Allena Hulburta. Cena e-booka to $66,70 (a więc ponad 180 złotych!), cena wersji papierowej to $62,99. O co chodzi? Taka strategia cenowa jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.
W imię doprowadzenia testu do końca chwytam za kartę kredytową i kupuję »Typographic Milestones«. Po chwili przychodzi SMS z banku, książka kosztowała 118 złotych. Nieźle. Wracam do Kindle'a i otwieram książkę. I okazuje się, że są to pieniądze wyrzucone w błoto. To co wyświetla Kindle to jakiś kiepski żart z typografii. Jedyne co można zmienić z parametrów tekstu, to stopień pisma. Tekst jest wyjustowany i nie jest dzielony i przenoszony. I tego nie można zmienić. Efekt jest taki, że nawet przy najmniejszym stopniu pisma wiersz ma szerokość około 40 znaków, co powoduje, że są w nim dziury większe niż w polskich drogach. Tego nie da się czytać. Zwracam uwagę, że nie napisałem, że »czyta się ciężko«, TEGO NIE DA SIĘ CZYTAĆ.
Wracam do sklepu Amazona i ściągam testowy fragment innej książki (tej za 180 złotych). Jest jeszcze gorzej. Tekst na niektórych stronach kompletnie się sypie. Są fragmenty przetworzone przez mechanizm składający Kindle’a, ale są fragmenty z którymi program sobie nie poradził. Wygląda to jak wydruk z zepsutej drukarki. To już nawet nie jest żart, to jest próba naciągnięcia na grubą kasę.
Kindle na iPhone’a okazuje się programem nie nadającym się do użytku. Co w połączeniu w zaporowymi cenami książek elektronicznych w Amazonie (wyższymi, niż ceny ich papierowych odpowiedników!) jest próbą wyciągnięcia pieniędzy z klientów w bezczelny sposób.